Piosenka.
- Gramy w prawda czy wyzwanie? – pytasz nalewając sobie trunku i
wypijając go na raz.
Patrzy na ciebie niepewnie, ale przyjmuje wyzwanie. Idziesz na
pierwszy ogień i wybierasz wyzwanie.
- Wyjdź na taras i krzyknij „Jestem dziewczyną Zbyszka Barmana. „ –
tak jak mówi tak robisz. Nie wierzy, że się odważyłaś. Po fakcie podchodzisz do
niego i całujesz.
- A teraz czas na ciebie. Co wybierasz?
- To może dla odmiany prawda.
- Czy ten seks po studniówce to był twój pierwszy raz? – widzisz jak
jego twarz staje się czerwona.
- No tak, a twój?- takiego zwrotu akcji się nie spodziewałaś.
- Czy uznajemy to jako moje pytanie?
- Nie, jeżeli usłyszę odpowiedź zadam kolejne.
- A co mam kłamać? Tak, to był mój pierwszy raz.
- A czy orgazm miałaś prawdziwy czy udawany? – słysząc to pytanie aż
musiałaś się napić.
- Mam być z szczera? – kiwa głową – to z tobą mam go zawsze. Nie wiem
dlaczego tak na mnie działasz, ale jest to coś genialnego.
- A z nim miałaś zawsze? – jest ci przykro, że o nim wspomina, ale
patrząc mu w oczy mówisz.
- Miałam tylko dwa razy i choć chciałam więcej to jakoś nie
wychodziło.
Podśmiechuje się tryumfalnie, a ty wybuchasz śmiechem na widok jego
roześmianej twarzy. Z tego wszystkiego wylewasz na niego whisky.
- Osz ty! – podnosi się i zaczyna cię gonić.
Nie wiedz gdzie uciekać więc wybiegasz na dwór. Po chwili cię dogania
i łapie od tyłu. Krzyczysz, ale po chwili śmiejesz się i całujecie się pod
rozgwieżdżonym niebem, którego chmury trochę wam ukazały. Zostajesz zaniesiona
do sypialni, gdzie rozbiera cię z fioletowej sukienki i rajstop. Zostawia cię w
bieliźnie i zachłannie całuje. W tym czasie ty rozbierasz jego. Po długich
pocałunkach zdejmujecie ostatnie części garderoby i czujesz go w sobie. Mruczysz my do ucha i
obejmujesz go nogami aby przyśpieszył. Rozumie cię bez słów. Razem osiągacie
szczyt. Krzyczysz z rozkoszy, a na jego plecach pozostawiasz ślady swoich
paznokci.
Budzisz się rano i nie chcąc go budzić bierzesz prysznic. Zjadasz szybkie śniadanie i zostawiasz na
stole karteczkę z informacją, że wyszłaś do pracy. Powrót do pracy wywołał u
ciebie uśmiech na twarzy i nie zauważyłaś nawet gdy twój dzień się skończył. Szybkim
marszem ruszyłaś do domu, a po drodze wpadłaś na jednego z kolegów Zbyszka.
Michał jak dobrze pamiętałaś.
- No witam cię Soniu.
- Cześć, jak minęły święta? – pytasz z grzeczności.
- A dobrze, dobrze. U was też było spokojnie, Zbyszek mi mówił. A
teraz mi się przypomniało, idziecie na sylwestra?
- Na jakiego sylwestra? – pytasz zaskoczona.
- To nic nie wiesz? – również się dziwi. – Nasz klubowy. Musicie być.
Pewnie Zbyszek planował wieczór we dwoje, ale będą wszyscy. Poznasz moją
dziewczynę.
- No porozmawiam z nim. Dzięki, że mi mówisz. To na razie. –
odchodzisz bez słowa zostawiając Michała na ulicy.
Jesteś zła, strasznie zła. Wpadasz do mieszkania i trzaskasz drzwiami.
Czujesz zapach kolacji, ale jesteś za bardzo zdenerwowana.
- Co to ma znaczyć co? – krzyczysz patrząc na jego zaskoczoną twarz.
Jest zaskoczony i wstaje.
- Ale o czym mówisz koteczku? – próbuje dać ci buzi na przywitanie,
lecz odpychasz go.
- A żeby powiadomić mnie o klubowym sylwestrze to nie mogłeś mi powiedzieć?
– patrzysz na niego z wyrzutem. – Wyszłam na idiotkę.
- Nie chciałem, żebyśmy szli. -
posmutniał. – On go organizuje i nie chciałam, żebyśmy szli do Jego
domu.
- Ale musiałeś mi o tym nie mówić? – krzyczysz. – Teraz to mnie
wkurwiłeś, nieźle się zaczyna. I daj mi numer do Kubiaka.
Bez słowa wyciąga telefon i ci
go podaje. Wykręcasz numer jego najlepszego przyjaciela. Po chwili słyszysz
jego głos w słuchawce.
- No siema stary.
- Cześć Michał i nie taki stary. – śmiejesz się. Zbyszek jest zły.
- O cześć Soniu, co cię do mnie sprowadza, że tak powiem.
- A bo nie wiedziałam kto jest organizatorem imprezy więc wolałam zadzwonić
do ciebie. Bo oczywiście zjawimy się ze Zbyszkiem. – sam zainteresowany próbuje
coś powiedzieć, lecz ty robisz groźną minę i karzesz mu się zamknąć.
- O jak się cieszę, będziemy się dobrze bawić. To widzimy się w sobotę o 19 tak?
- Tak do zobaczenia.
Odkładasz słuchawkę i patrzysz na swojego mężczyznę. Jest zły, chyba
bardziej niż ty jak weszłaś do mieszkania. Patrzysz na niego tryumfalnie.
- To jest kara za kłamstwo. Nawet to, że miałeś dobre chęci nie
usprawiedliwia cię. – wychodzisz na taras.
Wiem, wiem zapewne liczyłyście na coś ciekawszego, ale.... no tak musi być!!!
Załamka, byłam chora i wracam do szkoły. Matma mnie kocha, serio aż za bardzo... :(
Buziaki z miasta rogala. Nic nie mówię, kto nie jadł niech żałuje :D
Autorka :)